„…Różnie bywało. Z końcem roku
pojawiły się problemy…”
Kolejna
książkowa perełka to „Król tanga”. Odnajdziemy tu pasje i uczucia. Kiedy Tadeusz Miller przyjechał do Szczecina,
był jednym z wielu, którzy na Ziemiach Zachodnich szukali nowego początku.
Zwyczajny człowiek z niezwyczajnym talentem. Piękna sprawa.
Tuż
po wojnie, rok 1946 – to trudne czasy, każdy myśli, jak zdobyć chleb i
mieszkanie. Dzięki uporowi i zdolnościom wokalnym Tadeusz stał się gwiazdą
radia. Otrzymuje pewien przydomek. Czy słusznie?
Autorką
publikacji jest Sylwia Trojanowska, pasjonatka pozytywnego myślenia, życia,
dobrej książki i muzyki filmowej. Na swoim koncie ma już kilka powieści
obyczajowych np. „Szkoła latania”, czy „A gdyby tak …”. Ostatnio
na moim blogu mogliście przeczytać recenzję książki pt. „Córki Czarnego
Munduru”. Według wielu czytelników pisarka przedstawia skomplikowane
sprawy, ale z pozytywnym zakończeniem. Kiedy nie pisze spełnia się jako trener
biznesu i coach. Mieszka obecnie na obrzeżach Szczecina.
Miller
stał się gwiazdą radia i zaczął śpiewać dla tysięcy ludzi. Zyskał przydomek
króla tanga. W tym wszystkim wspierała go największa miłość jego życia – żona
Luna. To ona dodawała mu odwagi, gdy tracił wiarę. To zazwyczaj mądra kobieta
stoi za sukcesem ukochanego mężczyzny.
Kiedy życie potrafi zaskoczyć, a los namiesza w nim tak, że wcale nie jest
łatwo wrócić do uporządkowanego początku?
Ukochana żona Luna jest z nim,
wspiera go, dodaje odwagi. Tadeusz Miller pnie się po szczeblach kariery. Czy
tak będzie do końca? Żona twierdziła o Tadeuszu: „…Ze wszystkiego
najbardziej lubił śpiewać…”. W ciągu roku nagrał 63 piosenki, występował na
antenach radiowych. Czy kiedykolwiek Luna jest zła i zniecierpliwiona? Luna tak
delikatnie gładzi męża po włosach, potem całuje w usta i mówi np. „…Niesiesz
ludziom nadzieję…”.
Jego głos brzmiał podobnie do głosu
Mieczysława Fogga. Jadąc do Szczecina liczył na nowe życie, chciał znaleźć
miejsce dla siebie i Luny – swojej żony. Wcześniej wykonywał pracę fotografa. Pragnął
wraz z żoną „własnego kąta”. Zatrzymali się u kuzynki żony, Anny Polubicz –
„Basi”.
Tu zjedli i odpoczęli. Basia
opowiadała o Szczecinie. Tadeusz czuł pod skórą niepokój. Poznali też Witolda
Strzeleckiego, który im pomagał w załatwieniu spraw. Nawet miał się spytać o
pracę dla Tadeusza, w jednym zespole, do śpiewu w restauracji.
Luna wierzyła w Tadeusza, że nagra
płytę, że zacznie pracę w restauracji – tam śpiewając. Luna miała pracować w
Wydziale Weterynaryjnym, a marzyła o pracy w radiu dla Tadeusza. Luna miała dar
nawiązywania kontaktów, była uśmiechnięta, wygadana, miła. Ludzie lubią
różnorodność.
Tadeusz wśród gruzów znalazł
aktówkę – w niej nuty. To prawdziwy skarb. Później poszli szukać mieszkania,
które może być ich po Niemcach, ul. Śląska 20/3. Dostali ten lokal, po
przekomarzaniach z urzędniczką. Tu zapoznali się z sąsiadami. Pomocni. Nawet
załatwili drzwi i kanapę. Minus – głośno, bo to centrum.
Mężczyzna znalazł pracę – śpiewanie
w Pomorskiej. W domu – po Niemcach zostało pianino.
Finał wszystkich chyba zaskakuje.
Jak żyć gdy się tęskni i pamięta? Kiedy świat wydaje się szary? W tle, słyszymy
tylko ukochany głos. Mądra książka.
Gorąco
polecam
Katarzyna
Żarska
https://zarska18.blogspot.com/
Wydawnictwo:
Marginesy
Premiera:
20.05.2026 r.
Oprawa:
miękka ze skrzydełkami
Wydanie
I
Liczba
stron: 336
(nowość wydawnicza) w mojej prywatnej biblioteczce

Komentarze
Prześlij komentarz